małżeństwo,  miłość

Nasza polsko-hiszpańska opowieść

Tak to już w życiu bywa, że miłość spada niespodziewanie, rozświetlając ciemne zakątki umysłu i napełniając je swoim blaskiem. Od czasu do czasu człowiek staje twarzą twarz z pięknem i radością, które owładną jego duszą przez zaskoczenie, przypuściwszy niespodziewany szturm.

Jennifer Worth

Poznaliśmy się w kościele, kończyły się już wakacje, oboje akurat zaczynaliśmy szkołę średnią. Tylko, że ja w małym mieście w Polsce, on w małej wiosce w Hiszpanii. Nasze drogi nie tylko były od siebie daleko, ale także nie wskazywały na to, że się połączą. Trzymała nas jedna rzecz…

Minął niecały rok i Pablo znowu przyleciał do Polski. Zawsze z rodzicami przylatywali tutaj na całe wakacje, ponieważ mają tutaj rodzinę. Wtedy coś się zaczęło. W sumie dopiero tak naprawdę się poznaliśmy. Wakacje spędziliśmy w gronie znajomych, nie chodziliśmy na żadne randki. Było wiele przeciwności. Różnorodnych. Wszelakich. Po prostu było trudno. Trudno było, ale nam to jakoś nie przeszkadzało. No i wakacje szybko się skończyły. Pablo wrócił do swojego kraju. Pomogło nam oprogramowanie umożliwiające prowadzenie rozmów na całym świecie. Nasze światy były położone od siebie 3 tysiące kilometrów, więc Skype był naszą swatką. Pisaliśmy i rozmawialiśmy CODZIENNIE.
Minął kolejny rok i gdy Pablo przyleciał do Polski już wiedzieliśmy, że to nie będą normalne wakacje. Wiedzieliśmy, że to będą nasze wakacje.

Wyżej wspomniałam, że trzymała nas jedna rzecz, a pierwsze zdanie zaczęłam od tego, że poznaliśmy się w kościele. Usłyszałam wtedy jakiś głos wewnątrz mnie. To było takie silne, to było coś czego się nie spodziewałam. Gdy tylko podałam mu rękę i przedstawiłam się, usłyszałam takie słowa „to będzie Twój mąż”. Nie zdawałam sobie wtedy sprawy, że ten głos, to był Ktoś bardzo ważny. Od tej pory minęły aż 2 lata, a ja wciąż pamiętałam ten głos…

Więc zaczęliśmy te „nasze wakacje”. Któregoś dnia poszliśmy do parku i wtedy coś się wydarzyło. Pomodliliśmy się o to by to Bóg prowadził nasz związek. Pablo powiedział mi, że miał sen, sen o naszym ślubie. Ja powiedziałam mu, że kiedyś usłyszałam wyraźny głos, że to on będzie moim mężem. Oboje byliśmy w szoku. Nie szukaliśmy znaków. Bóg nam je dał.

Wiele takich sytuacji później mnie spotykało. Na przykład stałam z mamą na przejściu dla pieszych i rozmawiałyśmy o tej całej sytuacji, że jak to możliwe, czy to w ogóle możliwe, że czujemy oboje, że mamy być razem i otrzymaliśmy ten pomysł od Boga. Wtedy właśnie stojąc z mamą na przejściu i rozmawiając właśnie o tym. Wielka ciężarówka zaczęła po prostu trąbić na nas, a napisane było na niej PABLO. Wielkimi literami! Gdybyście wtedy zobaczyli nasze miny. To było BARDZO DZIWNE.

Jednak, aby nie dać się zwariować „znakami z nieba” to my po prostu zaczęliśmy się poznawać. Śmiać się, rozmawiać, chodzić na długie spacery, po prostu czuć motyle w brzuchu. Znalazłam w nim bratnią dusze. Te znaki były taką wisienką na naszym wspólnym torcie. Sami zdecydowaliśmy, że chcemy tą miłość budować.
Później Pablo wyjechał. Znowu pozostał nam Skype. Dzięki Bogu za Skype!
Zbliżały się Święta, a Pablo… „Nigdy” nie widział śniegu. (No może kiedyś spadło 2cm śniegu w Hiszpanii i zamknęli im wtedy szkoły). Także dobrym argumentem było to, że chce przylecieć do Polski, by zobaczyć śnieg… No i chyba też mnie. Od razu się rozchorował, ale piliśmy ciepłą herbatę, robiliśmy babeczki i różne takie babskie sprawy haha. Niestety Święta szybko minęły i znowu rozłąka.

Oboje mieliśmy maturę… I wiecie co się stało po niej? Pablo przeprowadził się do Polski! Polska vs Hiszpania. Jak można wybrać Polskę? No, ale powiem Wam, że to był najlepszy wybór. Zaczęliśmy studia i zaczęliśmy pisać naszą historię. Nie pisaliśmy jej sami, ale to Bóg był naszym scenarzystą i naszym fundamentem. Bez fundamentu, dom szybko się rozpadnie. Co było dalej? Napiszę już w kolejnym poście!


Pozdrawiamy Mrs & Mr Adamiec

 

5 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *